Eriksholm: The Stolen Dream – piękna skradanka, która nie pozwala kombinować

Mikołaj Czerwiński
4 minut czytania

Na papierze to gra, którą powinienem pokochać. Top-down stealth w klimacie nordycko-whalepunkowym, świetnie wyglądająca, z fabułą o poszukiwaniu zaginionego brata i trójką bohaterów, z których każdy ma inne zdolności. Do tego twórcy mówią wprost: to gra o skradaniu się, planowaniu i wykorzystywaniu środowiska. No więc uruchomiłem, zatarłem ręce i… przez większość czasu walczyłem z tym, że gra nie chce dać mi się bawić.

Pierwsze godziny z Eriksholm to głównie Hannah – młoda dziewczyna, która potrafi przeciskać się przez kratki wentylacyjne i usypiać strażników dmuchawką. Potem dołącza do niej Alva, specjalistka od wspinaczki i rozpraszania strażników kamieniami. A na końcu Sebastian, który jako jedyny potrafi pływać i dusić przeciwników. Każdy ma tylko dwie umiejętności – jedną ruchową i jedną akcyjną. Brzmi jak tutorial? Bo właśnie tak to działa przez połowę gry.

Problem w tym, że Eriksholm nie jest klasyczną skradanką. To bardziej gra logiczna z mechaniką stealth jako formą układanki. W teorii mamy swobodę, ale w praktyce poziomy wymagają rozwiązywania bardzo konkretnych scenariuszy. Rzucisz kamień w złe miejsce? Strażnik nie zareaguje. Pójdziesz nie tą ścieżką? Zostaniesz wykryty. Spróbujesz kreatywnie połączyć zdolności postaci? Gra powie ci, że nie tędy droga. Frustrujące? O tak.

Ale żeby nie było – są tu rzeczy naprawdę świetne. Lokacje wyglądają jak dioramy, pełne szczegółów i światła. Można poruszać kamerą swobodnie, co pozwala śledzić strażników, analizować ich trasy i planować ruchy. W momentach, gdy gra odpuszcza i daje trochę luzu, zaczyna błyszczeć. Jedna z moich ulubionych scen to moment, gdy Alva strzela w latarnię, gasząc ją, dzięki czemu Hannah może podejść do strażnika i uśpić go z cienia, a Sebastian kończy sprawę duszeniem. Gdy te sekwencje działają – czujesz się jak mistrz infiltracji.

Dialogi i scenki przerywnikowe to kolejny plus. Postacie mówią naturalnie, nie ma tu przegadania, a świat odkrywa się przez kontekst – notatki, plakaty, podsłuchane rozmowy. Jeden z moich ulubionych momentów to podsłuchana kłótnia małżeńska w tle, gdy mąż leży nieprzytomny po mojej interwencji. Subtelny humor i dobra reżyseria robią swoje.

Niestety, wszystko to przychodzi zbyt późno. Sebastian dołącza do zespołu dopiero w ostatnich rozdziałach, gdy gra wreszcie się otwiera. I wtedy, gdy w końcu poczułem radość z kombinowania i rozgrywania poziomów na własny sposób – gra się kończy. Trochę jakby ktoś podał ci deser po daniu głównym i zabrał go po pierwszym kęsie.

Czy polecam? Tak, ale z zastrzeżeniem. Jeśli szukasz klasycznej skradanki z wolnością działania jak w Hitmanie czy Dishonored – możesz się odbić. Ale jeśli potraktujesz Eriksholm jak logiczną łamigłówkę z pięknym światem i niezłą historią – znajdziesz tu coś dla siebie.

Plusy
– piękna oprawa i animacje
– świetne dialogi i świat przedstawiony
– kamera pozwala planować jak w strategii
– dobre połączenie umiejętności postaci

Minusy
– sztywna struktura poziomów
– mało swobody w przechodzeniu map
– wolne tempo i długie animacje
– pełny potencjał gry pojawia się zbyt późno

Po tych 12 godzinach czuję mieszankę frustracji i szacunku. Eriksholm: The Stolen Dream to gra, której kibicuję, ale która zbyt często mówiła mi nie wtedy, gdy chciałem powiedzieć jej tak.

Podziel się tym artykułem
Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *