Revenge of the Savage Planet – recenzja: Dzika planeta pełna kontrastów

Mikołaj Czerwiński
3 minut czytania

Od pierwszych minut spędzonych w Revenge of the Savage Planet widać, że mamy do czynienia z produkcją, która nie boi się iść własną drogą. Twórcy z Typhoon Studios, po dość niszowym sukcesie Journey to the Savage Planet, postanowili zaryzykować i stworzyć sequel, który w wielu aspektach odchodzi od formuły oryginału. Zmiana perspektywy na trzecioosobową to najbardziej rzucająca się innowacja, która – trzeba przyznać – sprawdza się znakomicie w sekwencjach platformowych. Jednocześnie jednak gra traci część tego unikalnego klimatu eksploracji obcej planety, jaki tak dobrze działał w pierwszej części.

Świat przedstawiony w grze jest wyraźnie bardziej interaktywny niż poprzednio. Fizyka środowiska potrafi zaskakiwać – ogień rozprzestrzenia się po organicznym śluzie pokrywającym część powierzchni, woda gasi płomienie, a lokalna fauna reaguje w przewidywalny, ale często zabawny sposób na działania gracza. Niestety, ten potencjał nie jest w pełni wykorzystany. Brakuje głębszych mechanik, które pozwoliłyby naprawdę kreatywnie wykorzystać te elementy w rozgrywce. Eksploracja pięciu różnych planet (bo tyle ich tym razem oferuje gra) to przyjemność, ale po kilku godzinach zaczyna brakować prawdziwie rewolucyjnych rozwiązań.

Humor, który jest jednym z filarów serii, tym razem bywa mocno nierówny. Satyra na współczesny kapitalizm i konsumpcjonizm momentami trafia w dziesiątkę (jak chociażby absurdalne reklamy „Platinum Slurp Plus Neutra Minerals”), ale często popada w powtarzalność i przewidywalność. Porównania do Rick and Morty czy Futuramy są jak najbardziej na miejscu, ale niestety Revenge of the Savage Planet nie potrafi utrzymać tego poziomu przez całą kampanię. Dialogi raz śmieszą, raz irytują, a niektóre żarty po prostu nie trafiają w cel.

Gdzie gra sprawdza się najlepiej? Zdecydowanie w trybie kooperacyjnym. Możliwość grania w duecie – zarówno w trybie split-screen, jak i online – to ogromny atut. Wspólne eksplorowanie planet, rozwiązywanie puzzli i żartobliwe interakcje między postaciami sprawiają, że to idealna propozycja na wieczór z przyjacielem. Niestety, w pojedynkę doświadczenie jest już znacznie mniej satysfakcjonujące. Brakuje głębszej fabuły, która utrzymałaby zaangażowanie, a progresja – choć przyjemna – nie wynagradza do końca powtarzalności niektórych zadań.

System rozwoju postaci i bazy to kolejny obszar, który budzi mieszane uczucia. Z jednej strony przyjemnie się rozwija swoją siedzibę i ulepsza ekwipunek, z drugiej – niektóre mechaniki (jak zbieranie surowców) potrafią irytować swoją sztampowością. Walka, choć lepsza niż w pierwszej części, wciąż pozostaje dość podstawowa i nie oferuje takiej głębi, jakiej można by oczekiwać od współczesnej gry akcji.

Czy warto zagrać w Revenge of the Savage Planet? Jeśli szukasz lekkiej, humorystycznej przygody z elementami metroidvanii i lubisz gry, które nie traktują siebie zbyt poważnie – jak najbardziej. To solidna propozycja na kilka wieczorów, zwłaszcza w duecie. Jednak jeśli oczekiwałeś dopracowanego następcy Journey to the Savage Planet, możesz poczuć pewien niedosyt. To dobra gra, która niestety nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału. 7/10 – baw się dobrze, ale nie spodziewaj się arcydzieła.

Podziel się tym artykułem
Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *