Recenzje gier

Wardrum – recenzja. Dobry plan nie wystarczy, trzeba jeszcze trzymać rytm

Mikołaj Czerwiński6 min czytania
Wardrum – turowa bitwa na planszy podzielonej na pola

W grach taktycznych najbardziej lubię ten moment, kiedy wszystko zaczyna układać się w głowie. Przeciwnik stoi dokładnie tam, gdzie powinien, łucznik ma czystą linię strzału, a wojownik jest gotowy do zadania decydującego ciosu. Jeszcze jeden ruch i zwycięstwo będzie nasze. Tyle że w Wardrum nawet najlepszy plan można zepsuć, nie trafiając w odpowiedni przycisk.

Twórcy ze studia Mopeful Games postanowili połączyć turową strategię, roguelite’a i grę rytmiczną. Brzmi dziwnie? Trochę tak. Ale właśnie dlatego Wardrum zwraca na siebie uwagę. Zamiast kolejnej produkcji, w której liczą się wyłącznie statystyki i ustawienie jednostek, dostajemy coś, co wymaga również refleksu i wyczucia rytmu. A co najważniejsze, ten pomysł naprawdę ma sens.

Taktyka, która nie pozwala zasnąć

Na pierwszy rzut oka Wardrum przypomina klasyczne taktyczne RPG. Dowodzimy grupą wojowników przemierzających fantastyczną krainę opanowaną przez tajemniczą, wypaczoną magię. Walczymy na planszach podzielonych na pola, wykorzystujemy zdolności poszczególnych postaci i staramy się nie dać otoczyć przeciwnikom.

Wardrum – wybór drużyny przed wyprawą

Każda jednostka ma swoje mocne i słabe strony. Wojownik dobrze radzi sobie w bezpośrednim starciu, łucznik potrzebuje odpowiedniego ustawienia, a postacie korzystające z magii potrafią zmienić przebieg bitwy, ale często wymagają większej ostrożności. Nie wystarczy więc bezmyślnie przesuwać wszystkich do przodu. Trzeba przewidywać ruchy przeciwników, pilnować zdrowia drużyny i korzystać z terenu.

Najciekawiej robi się wtedy, gdy do walki włącza się otoczenie. Możemy spychać wrogów z krawędzi, wciągać ich w pułapki albo ustawiać tak, by znaleźli się na linii strzału. To jeden z tych elementów, które sprawiają, że nawet pozornie zwyczajna potyczka potrafi zamienić się w małą łamigłówkę.

I właściwie już na tym etapie Wardrum byłoby całkiem przyjemną strategią. Twórcy uznali jednak, że to za mało.

Jeden zły rytm i cały plan się sypie

Najważniejszym pomysłem gry jest połączenie wykonywania akcji z sekwencjami rytmicznymi. Kiedy chcemy zaatakować, rzucić zaklęcie czy użyć specjalnej zdolności, musimy odpowiednio wciskać przyciski w rytm bębnów.

Wardrum – sekwencja rytmiczna podczas ataku

Nie chodzi przy tym o jeden uniwersalny schemat. Poszczególne umiejętności mają własne kombinacje, obejmujące pojedyncze naciśnięcia, przytrzymywanie przycisków czy bardziej skomplikowane sekwencje. Im lepiej poradzimy sobie z ich wykonaniem, tym skuteczniejszy będzie atak.

To rozwiązanie ma w sobie coś naprawdę satysfakcjonującego. W większości strategii po wybraniu umiejętności pozostaje nam jedynie obserwować animację i liczyć na dobry wynik. Tutaj wciąż mamy wpływ na rezultat. Nawet jeśli ustawimy bohatera idealnie, musimy jeszcze wykonać swoją część zadania.

Co ciekawe, przeciwnicy również potrafią utrudniać utrzymanie rytmu. Niektóre negatywne efekty, takie jak oślepienie czy ogłuszenie zmysłów, komplikują wykonywanie sekwencji. Dzięki temu mechanika rytmiczna nie jest jedynie dodatkiem przyklejonym do walki. Stanowi integralną część systemu.

Wardrum najlepiej wypada wtedy, gdy trzeba jednocześnie myśleć jak strateg i reagować jak gracz rytmiczny. To nietypowe połączenie, które potrafi dać sporo frajdy.

Niestety, ma również swoją cenę. Po kilku godzinach powtarzanie tych samych kombinacji zaczyna nieco męczyć. Szczególnie kiedy prosta akcja wymaga kolejnej sekwencji przycisków, choć wolelibyśmy już przejść do następnej decyzji taktycznej. Czasami gra sprawia wrażenie, jakby za bardzo chciała przypominać nam o swoim najważniejszym pomyśle.

Śmierć to dopiero początek

Wardrum korzysta ze struktury roguelite’a. Każda wyprawa prowadzi przez serię starć, wydarzeń i miejsc pozwalających odpocząć lub zdobyć dodatkowe wyposażenie. Trasy i wyzwania częściowo się zmieniają, dzięki czemu kolejne podejścia nie wyglądają identycznie.

Wardrum – mapa wyprawy z kolejnymi starciami

Podczas wypraw rozwijamy bohaterów, wybieramy nowe umiejętności i zdobywamy przedmioty wpływające na ich możliwości. Możemy eksperymentować z różnymi zestawami postaci, a dobrze dobrane zdolności potrafią stworzyć naprawdę skuteczne kombinacje.

Gra oferuje sześć zróżnicowanych biomów, ponad 35 rodzajów przeciwników oraz walki z potężnymi bossami. Pojawiają się też dodatkowe utrudnienia związane z pogodą i warunkami na polu bitwy. Mgła ograniczająca widoczność czy niebezpieczne zjawiska magiczne potrafią zmusić do zmiany wcześniej przygotowanej strategii.

Wardrum – bitwa podczas burzy

Porażka nie oznacza jednak całkowitego zmarnowania czasu. Dzięki systemowi stałych ulepszeń kolejne wyprawy rozpoczynamy z większymi możliwościami. To dobrze znany schemat, ale tutaj działa całkiem sprawnie, ponieważ postęp wynika zarówno z rozwoju drużyny, jak i z coraz lepszego opanowania rytmicznych sekwencji.

Wardrum – drzewko umiejętności bohatera

Mam natomiast wrażenie, że sama rozbudowa postaci mogłaby oferować więcej zaskoczeń. Część ulepszeń sprowadza się do zwiększania obrażeń albo poprawiania przeżywalności. Są przydatne, ale nie zawsze zmieniają sposób prowadzenia walki tak wyraźnie, jak można byłoby oczekiwać.

Świetny klimat, trochę za mało muzyki

Wardrum wyróżnia się również oprawą wizualną. Pikselowe postacie poruszają się po trójwymiarowych planszach, co nadaje całości charakterystyczny wygląd. Gra przywodzi na myśl starsze produkcje fantasy, ale nie próbuje udawać tytułu sprzed trzydziestu lat. Animacje są wyraziste, projekty przeciwników mają sporo osobowości, a kolejne lokacje potrafią przyciągnąć wzrok.

Wardrum – starcie z bossem

Znacznie mniej przekonuje mnie warstwa fabularna. Historia skażonego magią świata stanowi wystarczający pretekst do kolejnych wypraw, ale trudno uznać ją za szczególnie oryginalną. Bohaterowie nie otrzymują wiele miejsca na rozwój charakterów, a wydarzenia między walkami rzadko pozostają w pamięci. Trochę szkoda, bo przy tak nietypowym systemie walki można było pokusić się o równie odważne podejście do opowieści.

Mam też mieszane odczucia wobec muzyki. Bębny dobrze budują tempo starć, a charakterystyczne rytmy pomagają skupić się na wykonywaniu akcji. Problem w tym, że same kompozycje nie są szczególnie różnorodne. W grze, która dosłownie opiera się na muzyce, oczekiwałbym ścieżki dźwiękowej, którą chciałoby się zapamiętać również po zakończeniu rozgrywki. Z czasem słychać przede wszystkim rytm potrzebny do wykonania kolejnego ataku, a nie muzykę, której słucha się dla przyjemności.

Czy Wardrum potrafi utrzymać tempo?

Największą zaletą Wardrum jest to, że nie próbuje na siłę komplikować samej strategii. Podstawowe zasady walki są stosunkowo znajome, więc można szybko zrozumieć, jak działa ustawianie jednostek, wykorzystywanie umiejętności i kontrolowanie pola bitwy. Prawdziwe wyzwanie pojawia się dopiero wtedy, gdy do tych decyzji dochodzi konieczność trafiania w rytm.

Nie każdemu takie rozwiązanie przypadnie do gustu. Osoby, które lubią spokojnie analizować każdy ruch, mogą poczuć się zmęczone koniecznością ciągłego wykonywania sekwencji przycisków. Z kolei fani gier rytmicznych mogą uznać, że między kolejnymi muzycznymi wyzwaniami jest zbyt dużo planowania.

I właśnie tutaj tkwi największe ryzyko. Wardrum jest produkcją stworzoną dla dość konkretnego odbiorcy. Jeśli jednak lubicie oba gatunki, możecie znaleźć tu coś, czego trudno szukać gdzie indziej.

Nie pomaga również nierówny poziom trudności. Początkowe starcia bywają powtarzalne, natomiast późniejsze potrafią bardzo szybko ukarać nawet drobne błędy. Gra daje możliwość złagodzenia wymagań rytmicznych, co jest dobrym rozwiązaniem, ale nie usuwa wszystkich problemów z balansem.

Podsumowanie

Wardrum to jeden z tych niezależnych tytułów, które zapamiętuje się przede wszystkim za pomysł. Połączenie taktycznych bitew z rytmicznym wykonywaniem umiejętności okazuje się zaskakująco naturalne, a odpowiednie wykorzystanie terenu i zdolności drużyny potrafi przynieść mnóstwo satysfakcji.

Nie jest to jednak produkcja pozbawiona wad. Powtarzające się sekwencje z czasem tracą świeżość, rozwój postaci mógłby być ciekawszy, a fabuła i muzyka nie dorównują pomysłowością systemowi walki. Mimo tego Wardrum pozostaje interesującą propozycją, szczególnie dla osób zmęczonych klasycznymi roguelite’ami.

Wardrum udowadnia, że nawet dobrze znaną formułę turowej strategii można jeszcze odświeżyć. Nie wszystko trafia tu idealnie w rytm, ale kiedy wszystkie elementy zaczynają ze sobą współpracować, trudno odmówić grze charakteru. To nie jest rewolucja, lecz naprawdę ciekawy eksperyment, który częściej bawi, niż irytuje.

Najlepiej podejść do niego bez oczekiwania rozbudowanego RPG czy wielkiej opowieści fantasy. Wardrum chce przede wszystkim sprawdzić, czy potraficie jednocześnie zaplanować zwycięstwo i wystukać jego rytm. I pod tym względem zdecydowanie daje radę.

Wardrum ukazało się na PC 7 maja 2026 roku nakładem Team17. Gra kosztuje na Steamie 69,99 zł, ale nie ma polskiej wersji językowej. Znajdziecie ją na stronie gry na Steamie, a przed zakupem można wypróbować darmowe demo.