Ayasa: Shadows of Silence – recenzja wersji PC. Piękny koszmar, który długo dochodził do siebie

Są gry, które zachwycają od pierwszego kadru, a potem przez kolejne miesiące próbują dogonić własne ambicje. Ayasa: Shadows of Silence jest właśnie taką produkcją. Studio Aya Games stworzyło mroczną platformówkę z zagadkami, która od razu przywodzi na myśl Little Nightmares, Inside czy Bramble: The Mountain King. Klimat, wyobraźnia i odwaga artystyczna są tu ogromne. Problem w tym, że na premierę w listopadzie 2025 roku gra po prostu nie była gotowa.
Od tamtej pory twórcy wypuścili kilka dużych aktualizacji, a 26 października 2026 roku – wersję 3.0, która ma zamknąć najpoważniejsze problemy. W tym samym czasie gra trafiła na PlayStation 5 i Xboksy Series X|S. To dobry moment, żeby sprawdzić, czym Ayasa jest dziś na PC.
Odwrócony świat bez jednego słowa
Akcja toczy się w Odwróconym Świecie, który niegdyś trwał w równowadze między światłem a cieniem pod okiem Tasa, Absolutu. Wojna zniszczyła tę harmonię, a ciemność zaczęła pochłaniać kolejne krainy. Tytułowa Ayasa wyrusza w podróż przez sześć symbolicznych ziem – Wiarę, Nadzieję, Miłość, Chciwość, Obojętność i Zdradę – by odnaleźć resztki światła Tasa i przywrócić równowagę.

Najciekawsze jest to, jak ta historia jest opowiedziana. W grze nie pada ani jedno słowo. Fabułę poznajemy przez pantomimę, symboliczne obrazy i muzykę – w tym utwory Komitasa, wybitnego ormiańskiego kompozytora. To odważna decyzja, która dobrze pasuje do baśniowo-koszmarnej konwencji, choć wymaga od gracza uwagi i gotowości do samodzielnej interpretacji.
Światło, cień i sumienie
Rozgrywka łączy platformówkę z zagadkami środowiskowymi i elementami skradania. Ayasa przemierza niebezpieczne tereny, unika przeciwników i rozwiązuje łamigłówki wplecione w otoczenie. Kluczową rolę odgrywa światło – pozwala odkrywać ukryte ścieżki, uruchamiać starożytne mechanizmy i odpychać ciemność. W krainach Wiary, Nadziei i Miłości bohaterka zdobywa nowe zdolności, które zmieniają sposób poruszania się po świecie.

Ciekawym dodatkiem są wybory moralne. Po drodze Ayasa spotyka postacie i sytuacje, w których może pomóc, zareagować albo po prostu przejść obok. Współczucie lub obojętność wpływają na to, jak zakończy się jej podróż. To pomysł, który dobrze rezonuje z symboliką krain – w świecie zbudowanym z ludzkich cnót i przywar nasze własne decyzje też mają znaczenie.

Oprawa, która robi największe wrażenie
Jeśli Ayasa czymś się broni, to przede wszystkim stroną artystyczną. Twórcy wymieniają wśród inspiracji Tima Burtona, René Laloux, Hayao Miyazakiego, a także ormiańskiego animatora Roberta Sahakianca i reżysera Siergieja Paradżanowa. Widać to w każdej lokacji: surrealistyczne krajobrazy, groteskowe postacie i symboliczne kompozycje sprawiają, że piękno i niepokój mieszczą się w jednym kadrze.

Kraina Chciwości z otyłą świńską postacią pochylającą się nad stosem monet, groteskowy, uśmiechnięty potwór czy surrealistyczna scena z sercem i mózgiem na pustej scenie – to obrazy, które zostają w pamięci. Ograniczona paleta barw i gra światłem budują atmosferę, w której nawet spokojny moment wydaje się podszyty zagrożeniem.

Gracze, którzy dali grze szansę, najczęściej chwalą właśnie atmosferę, udźwiękowienie i animacje – wielu z nich porównuje ją do Little Nightmares i Inside, i jest to porównanie w pełni zasłużone, przynajmniej na poziomie klimatu.

Premiera, której nie da się pominąć
Każda uczciwa ocena Ayasy musi jednak uwzględnić jej historię. Wersja z listopada 2025 roku była pełna błędów: opóźnione skoki, nieprecyzyjne sterowanie, znikające podłoże, błędne podpowiedzi przycisków na padzie, przeciwnicy pojawiający się w złych miejscach i błędy krytyczne przerywające rozgrywkę. Najwyżej oceniane opinie na Steamie do dziś są w dużej mierze negatywne i dotyczą właśnie tego okresu. Twórcy sami przyznali, że gra w dniu premiery bardziej przypominała wersję z wczesnego dostępu.

Trzeba im jednak oddać, że nie porzucili projektu. W lutym 2026 roku przebudowali system wczytywania (powrót po śmierci jest do dziesięciu razy szybszy), przepisali sztuczną inteligencję przeciwników i zmniejszyli rozmiar gry z 15,5 do 7,8 GB. W marcu wersja 2.0 przyniosła ponad 15 nowych mechanik, nowe lokacje i poprawioną walkę z bossem. Najnowsza aktualizacja 3.0 skupia się na wydajności, zachowaniu przeciwników, responsywności sterowania, dźwięku i kolejnych poprawkach błędów.
Efekty widać w ocenach: obecnie około 76% ze 122 recenzji graczy na Steamie jest pozytywnych, a część osób, które na premierę grę odradzały, po aktualizacjach zmieniła zdanie. Nie wszystkie problemy zniknęły – wciąż pojawiają się uwagi o toporności poruszania się po wąskich kładkach i zboczach, a także o braku rozbudowanych ustawień graficznych – ale to już zupełnie inna gra niż w dniu premiery.
Czy warto zagrać w Ayasa: Shadows of Silence?
Ayasa to gra z wyjątkową wizją i nierówną realizacją. Jeśli cenisz mroczne platformówki w stylu Little Nightmares, lubisz opowieści bez słów i chcesz zobaczyć świat, który naprawdę wygląda inaczej niż większość gier, warto ją sprawdzić – najlepiej teraz, po aktualizacji 3.0, a nie na podstawie premierowych opinii.
Trzeba jednak pamiętać, że to wciąż mniejsza produkcja z wyraźnymi szwami. Sterowanie nie zawsze jest tak precyzyjne, jak wymagają tego trudniejsze fragmenty, a sama formuła mocno czerpie z gier, które zrobiły to wcześniej i pewniej. Ayasa najlepiej sprawdzi się u osób, dla których klimat i symbolika są ważniejsze niż perfekcyjna mechanika.

Gra ma pełną polską wersję językową i działa na Windowsie. Minimalne wymagania to procesor Intel Core i5-6500 lub AMD Ryzen 3 1200, 12 GB RAM i karta graficzna GeForce GTX 1080 lub Radeon RX 5600 XT. Ayasa: Shadows of Silence jest dostępna na stronie gry na Steamie, a także na PlayStation 5 i Xboksach Series X|S.
O grze pisaliśmy już wcześniej przy okazji nowego zwiastuna Ayasy.


