Recenzje gier

Shroom & Gloom – recenzja. W tej grze najgorszą decyzją bywa odpoczynek

Mikołaj Czerwiński8 min czytania
Shroom & Gloom – walka kartami z grupą grzybowych potworów

Większość roguelike’ów karze za błędy w walce. Źle zagram kartę, zmarnuję turę albo pozwolę przeciwnikowi przygotować potężny atak – i nagle połowa punktów zdrowia znika. Shroom & Gloom ma znacznie ciekawszy sposób na utrudnianie życia. Potrafi sprawić, że zastanawiam się, czy w ogóle powinienem otwierać kolejną skrzynię.

Brzmi absurdalnie, ale właśnie na tym polega urok gry studia Team Lazerbeam, wydanej przez Devolver Digital. To pierwszoosobowy roguelike z budowaniem talii, w którym przemierzam podziemny świat opanowany przez grzyby, walczę z osobliwymi przeciwnikami i składam kombinacje kart, które pozwolą przetrwać kolejne odcinki wyprawy. Najważniejszy pomysł jest jednak mniej oczywisty: gra rozdziela eksplorację i walkę na dwie osobne talie, a obie konkurują o moje zasoby i uwagę.

Shroom & Gloom zadebiutowało we wczesnym dostępie 10 września 2026 roku na PC i Macu. Już teraz ma mnóstwo charakteru, choć nie wszystkie pomysły są równie dobrze rozwinięte. Najlepiej wypada wtedy, gdy zmusza mnie do niewygodnych decyzji. Słabiej – gdy zaczyna powtarzać rozwiązania, które zdążyłem już rozpracować.

Podziemia, w których każdy krok ma swoją cenę

Pierwsze minuty bywają zwodnicze. Przemierzam ręcznie ilustrowane korytarze, trafiam na drzwi, skrzynie i przeszkody, a świat zachęca do zajrzenia w każdy zakamarek. Naturalnie chcę więc odkryć wszystko. Problem w tym, że eksploracja kosztuje wytrzymałość.

Shroom & Gloom – karty eksploracji: ognisko, klucz i uderzenie

Karty eksploracji pozwalają kopać, otwierać przejścia, szukać skarbów czy rozpalać ogniska. Każda taka czynność może przybliżyć mnie do cennej nagrody, ale jednocześnie zużywa ograniczony zasób. Jeśli zbyt entuzjastycznie zabiorę się za przeszukiwanie wszystkich skrzyń, mogę nagle odkryć, że nie mam już siły, by otworzyć drzwi prowadzące dalej.

Shroom & Gloom – kopanie łopatą w poszukiwaniu skarbów

Mogę odpocząć, ale nie za darmo. Ognisko i dobrze przygotowany obóz ograniczają niebezpieczeństwo, jednak regeneracja wytrzymałości wiąże się z utratą zdrowia. Co więcej, wygrane starcia również pomagają odzyskać siły, więc czasem bardziej opłaca się iść naprzód, niż się zatrzymywać.

To jeden z najlepszych pomysłów w całej grze: walka staje się sposobem na odzyskanie zasobów, a odpoczynek bywa większym ryzykiem niż kolejny przeciwnik.

Zamiast bezmyślnie zbierać wszystko, co znajdę, zaczynam liczyć opłacalność każdego ruchu. Czy warto poświęcić wytrzymałość na skrzynię, skoro nie wiem, co czeka za następnymi drzwiami? Czy lepiej ominąć dodatkowe pomieszczenie i zachować siły? A może przeciwnik stojący na drodze jest w tej chwili najbezpieczniejszą opcją?

Shroom & Gloom – zamknięte drzwi i karta klucza

Właśnie tutaj Shroom & Gloom wyróżnia się na tle popularnych karcianych roguelike’ów. Nie chodzi wyłącznie o to, jak zbuduję talię. Muszę jeszcze wiedzieć, kiedy mogę sobie pozwolić na jej użycie.

Druga talia, zupełnie inna filozofia

Walka korzysta z osobnej talii, w której są ataki, ogłuszenia, leczenie i inne efekty pomagające przetrwać starcie. Na początku wszystko wygląda znajomo dla fanów gatunku: zagrywam karty, zarządzam energią i analizuję zamiary przeciwników.

Robi się ciekawiej, gdy zaczynam wykorzystywać synergie. Mogę przyprawiać grzyby, polewać je ostrym sosem, nadziewać na rożen, a potem zadawać im obrażenia kolejnymi kartami. Niektóre kombinacje pozwalają przeprowadzić całą serię ataków, zanim przeciwnicy zdążą odpowiedzieć.

Shroom & Gloom – pieczenie grzybowych przeciwników w walce

Jest w tym sporo satysfakcji. Dobrze złożona sekwencja nie tylko zadaje mnóstwo obrażeń, ale daje poczucie, że naprawdę zrozumiałem zależności między kartami. W jednej chwili zwykły grzyb jest zagrożeniem, w następnej – składnikiem wyjątkowo podejrzanego obiadu.

Dlatego humor gry działa tak dobrze. Gotowanie przeciwników nie jest tylko żartem wizualnym, ale częścią systemu walki: upieczonego wroga można zjeść, żeby odzyskać zdrowie, albo wrzucić do garnka i ugotować zupę o specjalnych efektach. Mechanika, która w innej produkcji byłaby drobną ciekawostką, tutaj łączy się z ekonomią przetrwania. Pokonanie wroga nie zawsze kończy problem – czasem dopiero wtedy zaczynam się zastanawiać, jak najlepiej go wykorzystać.

Karty to dopiero połowa sukcesu

Najwięcej frajdy daje rozwijanie talii i odkrywanie coraz mniej oczywistych kombinacji. Karty można ulepszać, modyfikować i „hodować” – nawet słabą kartę startową da się z czasem wyhodować w potężny atak. Nie każda nagroda jest jednak równie cenna, a pozornie mocna karta niekoniecznie pasuje do strategii, którą buduję.

Shroom & Gloom – wybór karty w nagrodę

Podoba mi się, że rozwój nie polega tylko na zbieraniu coraz wyższych wartości obrażeń. Czasem lepszym wyborem jest karta poprawiająca kontrolę nad przeciwnikami, innym razem efekt dający nowe możliwości podczas eksploracji. Obie talie muszą działać razem, bo nawet najbardziej zabójczy zestaw bojowy nie pomoże, jeśli wcześniej zabraknie sił na dotarcie do następnego pomieszczenia.

Jest jednak pewien problem. Po jakimś czasie widać, że niektóre strategie są zdecydowanie bardziej opłacalne od innych. Rozwijanie kilku skutecznych kart daje lepsze rezultaty niż eksperymentowanie z nietypowymi kombinacjami. W grze, która tak mocno zachęca do kreatywności, to trochę rozczarowuje. Budowanie talii nie przestaje przez to być ciekawe – po prostu chciałbym, żeby więcej strategii prowadziło do równie satysfakcjonujących efektów.

Pięć postaci, dwie ścieżki i wyraźny skok trudności

Wczesny dostęp oferuje pięć grywalnych postaci i dwie główne ścieżki eksploracji, a każda z nich ma około 300 kart eksploracji i walki. Każda postać zaczyna wyprawę z własnym zestawem kart, co zmienia sposób zarządzania zasobami i prowadzenia walki.

Szczególnie interesujący jest Janitor, czyli woźny, którego rozgrywka opiera się na mechanice Gunk. Zanieczyszczenia komplikują działanie kart, więc ich usuwanie staje się ważną częścią strategii. Zamiast po prostu gromadzić coraz silniejsze efekty, muszę dbać o stan talii i korzystać z możliwości, jakie daje sprzątanie.

Shroom & Gloom – mroczna jaskinia pełna grzybów

To pomysł, który dobrze pokazuje ambicje twórców. Problem pojawia się w drugiej ścieżce, The Facility, gdzie poziom skomplikowania gwałtownie rośnie. Część zasad trudniej zrozumieć, a błędna decyzja kosztuje znacznie więcej, niż zakładałem.

Twórcy już w pierwszych aktualizacjach poprawili część mechanik, działanie kart i sposób objaśniania zasad. Dodali też kości, które pozwalają przerzucić niektóre losowe wybory. To rozsądne zmiany, bo losowość powinna zmuszać do adaptacji, a nie dawać poczucia, że gra odebrała mi kontrolę. Nadal jednak uważam, że przejście między ścieżkami mogłoby być lepiej wyważone. Pierwsza jest przyjemnym wprowadzeniem, druga wymaga znacznie większej wiedzy o systemach, których gra nie zawsze dobrze uczy.

Świat jak ilustracja z niepokojącej książki

Jednym z największych atutów Shroom & Gloom jest oprawa. Ręcznie rysowane postacie i przeciwnicy zostali umieszczeni w trójwymiarowych przestrzeniach, co daje efekt warstwowej ilustracji. Podziemia pełne są korzeni, kości, dziwnych roślin i grzybów, które wyglądają jednocześnie uroczo i niepokojąco.

Shroom & Gloom – walka z ogromnym grzybowym bossem

Ten kontrast świetnie pasuje do rozgrywki. Mechaniki potrafią być wymagające, ale prezentacja ma w sobie lekkość i humor. Nawet gdy przegrywam kolejną walkę, trudno nie docenić wyobraźni stojącej za projektami przeciwników i otoczenia.

Dobrze wypada też udźwiękowienie. Muzyka buduje atmosferę tajemniczych podziemi, a dźwięki kart i starć pomagają czytać przebieg walki. Całość ma własną tożsamość, której nie da się sprowadzić do kolejnego fantasy deckbuildera.

Wczesnemu dostępowi brakuje jeszcze jednego składnika

Shroom & Gloom ma solidny zestaw mechanik, ale zawartość nie zawsze nadąża za ich potencjałem. Obie ścieżki oferują różne pomysły, jednak powracający przeciwnicy, lokacje i sytuacje po kilku podejściach stają się rozpoznawalne. Ograniczona progresja długoterminowa sprawia też, że motywacja pochodzi głównie z chęci sprawdzenia kolejnego buildu.

Twórcy planują rozwijać grę we wczesnym dostępie przez 12–24 miesiące. Zapowiadają trzecią ścieżkę z własnymi kartami eksploracji i walki, nowe klasy postaci oraz kolejne zadania i wyzwania. Cena ma pozostać bez zmian także po premierze pełnej wersji. Różnorodność wydaje mi się najważniejszym obszarem do rozbudowy – sama liczba kart nie wystarczy, jeśli nie będzie się przekładać na nowe sytuacje i inne sposoby myślenia.

Po premierze pojawiły się też poprawki stabilności, interfejsu i kilku problematycznych mechanik. Gra jest bardziej dopracowana niż w pierwszych dniach wczesnego dostępu, ale nadal widać, że to projekt w trakcie rozwoju.

Największy atut? Nie pozwala grać na autopilocie

Po dłuższej zabawie doszedłem do wniosku, że najciekawszym elementem Shroom & Gloom nie jest żadna pojedyncza karta, tylko ciągła konieczność zmiany priorytetów. W walce myślę o obrażeniach i synergiach. Podczas eksploracji pilnuję wytrzymałości. Przy obozowisku liczę, czy odzyskane siły są warte utraty zdrowia. Po pokonaniu przeciwnika zastanawiam się, jak wykorzystać go jako źródło pożywienia.

Każdy system osobno jest dość prosty. Dopiero ich połączenie sprawia, że zaczynam podejmować decyzje z prawdziwą ostrożnością. Nie mogę po prostu wybrać najmocniejszej karty i liczyć, że reszta sama się ułoży. To bardzo dobry fundament – wystarczy dodać więcej różnorodnych wydarzeń, lepiej wyważyć ścieżki i dopracować mniej oczywiste mechaniki, żeby całość zyskała jeszcze więcej głębi.

Czy warto zagrać w Shroom & Gloom?

Jeśli lubisz karciane roguelike’i i szukasz czegoś, co naprawdę próbuje zmienić sprawdzoną formułę, Shroom & Gloom zdecydowanie zasługuje na uwagę. Podwójny system talii, zarządzanie wytrzymałością i nietypowe wykorzystanie przeciwników tworzą rozgrywkę, która potrafi zaskoczyć nawet weteranów gatunku.

Trzeba jednak pamiętać, że to wciąż wczesny dostęp. Powtarzalność części zawartości, nierówny poziom trudności i ograniczona różnorodność strategii sprawiają, że gra nie wykorzystuje jeszcze wszystkich swoich możliwości. Warto też wiedzieć, że nie ma polskiej wersji – dostępny jest tylko angielski i chiński.

Shroom & Gloom to ambitny roguelike, który oferuje znacznie więcej niż grzybową estetykę i żarty z gotowania potworów. Jego największą siłą jest połączenie dwóch talii w jeden system przetrwania, w którym każda decyzja podczas eksploracji może odbić się na następnej walce. Mimo braków już teraz potrafi wciągnąć na kolejne podejście – szczególnie gdy zaczynam rozumieć, jak wykorzystywać wytrzymałość, karty i przeciwników na swoją korzyść.

Najlepsze w Shroom & Gloom jest to, że nawet po przegranej rzadko mam ochotę wyłączyć grę. Częściej myślę, że następnym razem ominę tamtą skrzynię, inaczej rozwinę talię i spróbuję przejść dalej bez odpoczynku. A to chyba najlepszy komplement, jaki można dać dobrze zaprojektowanemu roguelike’owi.

Shroom and Gloom kosztuje na Steamie 62,99 zł – znajdziecie je na stronie gry na Steamie. Przed zakupem można wypróbować darmowe demo.