Po latach oczekiwań w końcu dostaliśmy nowego Commandosa. Nie jest to remake, na który liczyli fani, ale zupełnie nowa odsłona serii. Claymore Game Studios postanowiło odświeżyć legendę, ale czy udało się odtworzyć magię oryginałów? Sprawdziliśmy to w najnowszej recenzji.
Pierwsze wrażenie: Kiepski początek

Niestety, Commandos: Origins nie robi dobrego pierwszego wrażenia. Już w tutorialu czeka nas żenujący błąd – brytyjscy komandosi mówią po niemiecku! Do tego dochodzą problemy z optymalizacją (Unreal Engine 5 nie sprawdza się w tego typu grach) i brak niektórych kultowych mechanik, takich jak zbieranie broni z ciał czy użycie kajdanek.
Czy to znaczy, że gra jest zła? Nie, ale na początku mocno irytuje.
Prawdziwy Commandos ukryty pod warstwą niedoróbek

Gdy przebrniemy przez pierwsze misje, Origins pokazuje swoje prawdziwe oblicze. To nadal wymagająca, taktyczna gra, w której każdy ruch musi być przemyślany.
- Command Mode – możliwość zatrzymania czasu i zaplanowania akcji to genialny dodatek, który ratuje sytuację w trudniejszych momentach.
- Różnorodność komandosów – każdy ma unikalne zdolności, a misje są tak zaprojektowane, że wymuszają kreatywne podejście.
- Poziom trudności – nie jest to pozycja dla przypadkowych graczy, ale satysfakcja z dobrze wykonanej akcji jest ogromna.
Porównanie z konkurencją

- Mimimi Games (Desperados 3, Shadow Gambit) – ich produkcje były płynniejsze technicznie, ale Origins ma coś, czego tam brakowało – duszę starego Commandosa.
- Oryginalna trylogia – nowa odsłona nie jest tak brutalnie trudna jak Behind Enemy Lines, ale zachowuje podobny klimat. Szkoda tylko, że nie wykorzystano wszystkich klasycznych mechanik.
Zalety i wady
✅ Plusy:
- Nostalgia w najlepszym wydaniu.
- Command Mode – rewolucyjne ułatwienie.
- Wciągająca, wymagająca rozgrywka.
❌ Minusy:
- Problemy techniczne (UE5 to zły wybór).
- Brak niektórych ulubionych mechanik.
- Dziwne błędy (np. dialogi w tutorialu).

Commandos: Origins to dobre, ale nie idealne odrodzenie serii. Fani z pewnością się ucieszą, ale gra potrzebuje jeszcze kilku poprawek, by stać się tym, czym powinna – godnym następcą klasyków.