Recenzja: Nice Day for Fishing – Baelin ratuje świat, czyli jak NPC z mema złowił moje serce

Mikołaj Czerwiński
5 minut czytania

Zacznę od tego, że Nice Day for Fishing to gra, która nie powinna działać. Parodia MMORPG, bohater będący żywym memem, a wszystko kręci się wokół… łowienia ryb? Na papierze brzmi to jak projekt stworzony na weekendowy game jam. A jednak, po kilku dniach z tą produkcją, łapię się na tym, że myślę o Baelinie jak o starym kumplu, a o jego wędkarskich przygodach – z prawdziwą sympatią.

Wcielamy się tu w Baelina – bohatera znanego z viralowych sketchy Viva La Dirt League. Ten sympatyczny NPC powtarzający w kółko „Morning! Nice day for fishing, ain’t it?” nagle zostaje wrzucony w wir wielkiej przygody, bo serwer gry się psuje, a jedynie on zachowuje świadomość. Czyli: klasyka, ale z twistem. I to twistem, który wyjątkowo działa.

Gameplay, czyli jak ryby nauczyły mnie parować ciosy

Mechanika łowienia to serce gry. I, o dziwo, to serce bije naprawdę mocno. To nie jest zwykłe „rzuć przynętę i kliknij, gdy zadrga”. Każda ryba to walka – z paskiem życia, unikatowymi atakami i rytmem, który trzeba wyczuć. Boss-ryby potrafią być wredne i zmuszać do kombinowania z ekwipunkiem. Zmiana przynęty, lepsza żyłka, czar tu i tam – to wszystko się liczy.

W miarę postępów dostajemy nowe gadżety: magnesy do wyławiania skarbów, czary zmieniające zasady gry czy umiejętność manipulacji prądami wodnymi. W jednym momencie gra przypominała mi Wind Wakera, w innym – staroszkolne platformówki, gdzie trzeba kombinować, jak przedostać się do ukrytych miejsc. Niby tylko wędka, ale ile frajdy!

Najbardziej doceniam to, że gra nie zmusza do biegania w kółko. Questy prowadzą nas liniowo, bez niepotrzebnego backtrackingu. Podróż między lokacjami jest szybka, mapa czytelna, a HUD tak minimalistyczny, że poczułem się… wolny. Wolny od ikon, powiadomień i inwazyjnych znaczników.

Świat, który wygląda jak retro, ale działa jak nowość

Grafika? Pikselowa, kolorowa, czysta przyjemność. Nie ma tu przesytu ani chaosu. Miasteczko Honeywood żyje własnym życiem – z Gregiem od czosnku i Bodgerem, który wiecznie gubi młotek. Ich wygląd jest wyraźnie inspirowany aktorami z YouTube’owej serii, ale nie jest to tanie odwzorowanie – to styl z charakterem.

Muzyka? Kojąca, przyjemna, idealna do relaksu. Ale… tu pojawia się największy zgrzyt. Głosy NPC-ów to nie dubbing, a szybkie „piknięcia” udające mowę. Takie skrzyżowanie Animal Crossing z maszyną do pisania. I nie – to nie jest urocze. To męczące. Musiałem szybko ściszyć efekty dźwiękowe, co niestety ucina też inne odgłosy – niepotrzebna strata. Gdyby tylko VLDL dograli kilka linijek dialogu – efekt byłby znacznie lepszy.

Wrażenia, wspomnienia, porównania

Jako fan takich gier jak Stardew Valley czy Dredge, nie spodziewałem się, że Nice Day for Fishing trafi do tej samej szuflady z napisem „na relaks i uśmiech”. A jednak. W jednej chwili śmiałem się z absurdalnych tekstów NPC-ów, w drugiej – walczyłem z potężnym łososiem, który niemal pokonał mnie bardziej niż ostatni boss w Dark Souls.

Najlepszy moment? Odkrycie, że mogę złowić… ocalonego NPC-a. Tak, gościa w wodzie, machającego rękami. Podpłynąłem, zarzuciłem żyłkę i go wyciągnąłem. Chyba nigdy wcześniej gra nie zaskoczyła mnie tak ciepło i dziwnie jednocześnie.

W porównaniu z innymi tytułami – Nice Day for Fishing wygrywa atmosferą i humorem. To nie jest kolejna produkcja, gdzie łowienie to tylko dodatek. Tutaj to trzon rozgrywki i robi to zaskakująco dobrze.

Czy polecam? Zdecydowanie tak. Ale…

Tak, Nice Day for Fishing nie jest idealne. Brakuje opcji dostępności, sterowanie (zwłaszcza na klawiaturze) mogłoby być bardziej precyzyjne, a te dźwięki „gadających” postaci to czysty zgrzyt. Ale jeśli przymknąć na to oko, to mamy tu produkcję pełną serca.

To gra, którą odpalisz w deszczowe popołudnie, usiądziesz z herbatą i przepadniesz na godziny. Nie dla akcji. Nie dla wyzwań. Ale dla humoru, spokoju i tej dziwnej przyjemności z łowienia w świecie, który jest bardziej realny niż niejeden „poważny” RPG.

Moja ocena? Solidne 9/10. I jedno z najbardziej pozytywnych zaskoczeń tego roku.

Podziel się tym artykułem
Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *