Recenzja Astro Colony: factory sim w kosmosie z automatyzacją

Mikołaj Czerwiński
8 minut czytania

Gatunek gier o automatyzacji ma swoich gigantów. Factorio i Satisfactory ustawiły poprzeczkę tak wysoko, że każdy nowy tytuł wchodzący na ten teren musi liczyć się z bezlitosnymi porównaniami. Astro Colony studia Terad Games — a właściwie w dużej mierze pojedynczego, oddanego dewelopera — próbuje wykroić sobie własną niszę pomysłem, który faktycznie wyróżnia się na tle konkurencji: budowaniem sieci kolonii w nieskończonym, proceduralnie generowanym kosmosie z w pełni zniszczalnych voxelowych planet. Po ponad trzech latach w Early Access gra doczekała się wersji 1.0. Fundament jest naprawdę dobry, ale premiera pozostawia sporo do życzenia.

Kosmiczna piaskownica z własnym pomysłem

Astro Colony zaczyna się skromnie. Zostajemy wessani przez czarną dziurę i lądujemy na niewielkiej platformie kosmicznej, którą stopniowo rozbudowujemy. Łapiemy asteroidy, przetwarzamy surowce, budujemy taśmociągi i rury, automatyzujemy produkcję. Z czasem doklejamy kolejne planetoidy, spłaszczamy je narzędziem terenowym, zamieniamy w gigantyczne farmy paneli słonecznych albo kopalnie surowców. Platforma z czasem zmienia się w pełnoprawny statek kosmiczny, którym można latać między planetami, podpinać je do sieci i eksploatować.

To właśnie ten aspekt — łączenie fragmentów planet w jedną wielką, rozrastającą się konstelację kolonii — jest tym, czego naprawdę nie widziałem wcześniej w gatunku. Pętla rozgrywki wynagradza planowanie: rzucanie elementów byle jak sprawia, że gra staje się grindem, ale gdy systemy są ustawione poprawnie i wszystko przetwarza się płynnie samo z siebie, pojawia się ta specyficzna satysfakcja, dla której gra się w tego typu tytuły. Wbudowane przyspieszenie czasu do 4x oznacza, że nie trzeba bezczynnie czekać na akumulację surowców czy nauki.

Astro Colony skupia się bardziej na zarządzaniu zasobami i budowaniu niż na zarządzaniu społecznością. Astronauci mają potrzeby — jedzenie, schronienie — ale ich obsługa jest prosta i nie stanowi warstwy strategicznej rodem z city buildera. To gra o logistyce i produkcji, nie o symulacji kolonistów, i warto wiedzieć o tym przed zakupem.

Rzeczy, które się nawarstwiają

Największym problemem Astro Colony w obecnym stanie nie jest żaden pojedynczy krytyczny błąd, lecz nagromadzenie drobnych niedogodności interfejsu, które z czasem stają się męczące.

Prowadzenie kabli w kształcie litery L wymaga dwóch osobnych ruchów zamiast jednego płynnego pociągnięcia — drobiazg, który w innych grach factory jest standardowym udogodnieniem. Zmiana orientacji taśmociągu wymaga przerwania budowania, wybrania narzędzia, zaznaczenia taśmy i obrócenia jej, co przerywa flow budowania na tyle, że często łatwiej zburzyć źle ustawioną taśmę i postawić nową. Do tego gra nie podaje prędkości taśmociągów, co w grze o optymalizacji produkcji jest sporym niedopatrzeniem — trudno optymalizować coś, czego nie da się zmierzyć.

Interfejs z dziesięcioma paskami narzędzi, przełączanymi kółkiem myszy w sposób łatwy do przypadkowej zmiany, to kolejne źródło frustracji. Kursor przesuwa się przy rozglądaniu, więc otwierając menu nigdy nie wiadomo, gdzie wyląduje wskaźnik. Każda z tych rzeczy z osobna jest drobiazgiem. Razem tworzą rosnącą stertę irytacji, która realnie obniża komfort dłuższej gry.

Multiplayer wymaga cierpliwości

Jeśli planujesz grać z kimś, przygotuj się na problemy. Tryb kooperacji jest w obecnym stanie wyraźnie niestabilny. Boty logistyczne zamieniające się w ludzi, znikające z list, desynchronizacja taśmociągów i ekwipunków, teleportacje po użyciu łapacza asteroid, znikające bazy widoczne jako czarny ekran, losowe crashe — lista zgłaszanych problemów jest długa. Postawienie dedykowanego serwera bywa loterią z powodu braku porządnej dokumentacji.

Co ciekawe, część zawartości zachowuje się różnie w zależności od konfiguracji sieciowej — supernowe, potrzebne do progresji po iryd, potrafią nie pojawiać się na dedykowanym serwerze, a występować przy grze hostowanej. To poważny problem dla kogoś, kto kupuje grę głównie z myślą o wspólnej zabawie. Tryb jednoosobowy jest zdecydowanie stabilniejszy i to jego polecają nawet gracze rozczarowani multiplayerem.

Kwestia trudności i balansu

Astro Colony jest grą chill — i to zarówno jej zaleta, jak i wada. Wydarzenia mające stanowić zagrożenie, jak burze pyłowe, elektryczne czy meteorytowe, w praktyce nie robią prawie nic. Burza pyłowa zabrudza panele słoneczne, które można automatycznie czyścić botami. Meteoryty uszkadzają kilka kafli podłogi. Utrata tlenu i śmierć kończą się respawnem po kilku sekundach bez żadnej kary. Dla graczy szukających wyzwania w stylu zarządzania kryzysowego może to być rozczarowaniem — zagrożenia są bardziej chwilowym spowolnieniem produkcji niż realnym niebezpieczeństwem.

Progresja bywa nierówna. Wczesne drzewko technologiczne to w dużej mierze proste linie produkcyjne surowców startowych, a taśmociągi są na tyle wolne, że zachęcają do budowania wielu mini-baz zamiast jednej centralnej stacji przetwórczej. Skalowanie bywa dziwne — podstawowy magazyn obsługuje dwa rzędy produktów, a jego bezpośrednie ulepszenie mieści trzy rzędy przy niemal pięciokrotnie większej powierzchni. Solarne panele są wyraźnie zbyt silne, generatory węglowe zbyt uciążliwe. To obszary, które wymagają dopracowania balansu.

Co napawa optymizmem

Sprawiedliwie trzeba oddać grze to, co robi dobrze. Deweloper jest wyjątkowo zaangażowany, aktywnie odpowiada na recenzje i regularnie wydaje aktualizacje — patch z poprawkami i balansem pojawił się zaledwie kilkanaście dni po premierze 1.0. Gra jest znakomicie zoptymalizowana graficznie i działa płynnie nawet na słabszym sprzęcie, poza problemami sieciowymi. Podstawowa pętla — łapanie asteroid, automatyzacja, skalowanie produkcji, przekształcanie platformy w statek, podpinanie planet — jest autentycznie satysfakcjonująca dla kogoś, kto lubi ten gatunek. Wsparcie Steam Workshop i tryb kooperacji (gdy działa) dodają wartości.

Warto też odnotować, że gra znajduje się obecnie pod falą mieszanych recenzji, z których część jest przesadnie surowa — oczekiwanie od solowego dewelopera produkcji na poziomie gier AAA jest po prostu nierealistyczne. Astro Colony ma solidny fundament, który przy dalszym wsparciu może urosnąć w naprawdę dobrą pozycję.

Czy warto zagrać w Astro Colony?

Astro Colony to gra z wyraźnie unikalnym pomysłem i solidnym rdzeniem, uwięzionym w wersji 1.0, która wciąż sprawia wrażenie chropowatej i miejscami niedokończonej. Kosmiczna automatyzacja oparta na łączeniu fragmentów planet w rozrastającą się konstelację kolonii to coś świeżego, a pętla rozgrywki potrafi wciągnąć na dziesiątki godzin — pod warunkiem, że akceptujesz jankowatość i nie oczekujesz szlifu na poziomie największych gier gatunku.

Dla samotnych graczy lubiących spokojne, oparte na planowaniu factory simy w niskiej cenie — to solidna rekomendacja, szczególnie na przecenie. Dla tych, którzy przede wszystkim chcą grać w kooperacji lub szukają realnego wyzwania i pełnego szlifu — lepiej poczekać na kolejne aktualizacje. Fundament jest tu na tyle mocny, a deweloper na tyle zaangażowany, że warto obserwować rozwój tego tytułu.

Podziel się tym artykułem
Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *