Gdy pierwszy raz usłyszałem o Spirit City Lofi Sessions, pomyślałem: „Czy to gra, czy narzędzie do skupienia?”. Po kilku dniach z tym hybrydowym projektem mogę śmiało powiedzieć – to trochę jedno i trochę drugie, ale przede wszystkim to niezwykle przytulna przestrzeń, która łączy gamifikację z relaksem. I choć nie jest idealna, to ma w sobie coś, co sprawia, że codziennie do niej wracam.
Dźwięk, który hipnotyzuje

Zacznijmy od największego atutu – soundscape’u. Spirit City daje nam 12 warstw dźwiękowych (plus muzykę), które można dowolnie miksować. Deszcz? Ognisko? Szum fal? Wszystko to można regulować suwakami, tworząc własną, idealną ścieżkę dźwiękową. Dodatkowo, mamy tu playlisty lofi beats od Homework Radio – świetnie dobrane, choć brakuje opcji shuffle, przez co po kilku sesjach zaczynają brzmieć… przewidywalnie.
Ale to nie problem, bo można podłączyć zewnętrzny player (np. YouTube). Ja osobiście zostawiłem włączony deszcz i odgłosy ogniska – idealne tło do pisania tej recenzji.
Pokój, avatar i duchy, które kradną serce

Tworzenie własnej postaci i pokoju to czysta przyjemność. Mamy sporo opcji personalizacji: ubrania, fryzury, okulary, a nawet… uszy królika. Kolorystyka? Pastelowa, wodnista, bardzo cozy. Niestety, meble i tapety szybko się kończą, a ich mieszanie często daje efekt „przebranżowionej piwnicy”. Ja ostatecznie postawiłem na ciemne tło, by inne kolory lepiej się wyróżniały.
Ale prawdziwymi gwiazdami są duchy. Te małe, animowane stworzonka są po prostu urocze. Można je głaskać, zmieniać im kolory (za wirtualną walutę) i obserwować, jak leniwie drzemią obok naszego avatara. Każdy ma swoją osobowość – od sarkastycznego liska po rozmarzonego „chapterpillara” (ducha, który pojawia się tylko podczas czytania). To właśnie one sprawiają, że chce się wracać – bo kto nie chciałby zdobyć kolejnego duszka?
Narzędzia do produktywności

Tu dochodzimy do sedna – Spirit City ma pomóc nam się skupić. I częściowo to robi, ale…
- Lista zadań jest zbyt prosta. Brak podzadań, tagów, priorytetów – to naprawdę tylko „zrób to, odhacz”. Dla kogoś, kto zarządza projektami (jak ja), to za mało. Do tego zdarzały mi się bugi – zadania znikały lub pojawiały się ponownie bez powodu.
- Zato habit tracker – tu już lepiej. Świetnie sprawdza się do codziennych rutyn (np. „wypij wodę”, „spacer”). Używam go, by ogarnąć chaos opieki nad chorymi rodzicami – i działa!
- Timer Pomodoro – działa, ale… używałem go głównie dla XP, a nie faktycznych przerw (bo kto ma czas na odpoczynek, prawda?).
Czy warto?
Spirit City Lofi Sessions to nie jest gra w tradycyjnym sensie. To raczej uroczy, gamifikowany dodatek do codziennej produktywności. Jeśli szukasz:
✅ Nastrojowego tła dźwiękowego – tu jest mistrzostwo świata.
✅ Prostego habit trackera – działa lepiej, niż się spodziewałem.
✅ Słodkich duchów do kolekcjonowania – bo kto oprze się głaskaniu wirtualnego liska?
…to pokochasz ten tytuł.
Ale jeśli potrzebujesz:
❌ Zaawansowanego zarządzania zadaniami – lepiej sprawdzi się Notion lub Todoist.
❌ Głębszej grywalizacji – po kilku dniach odkryjesz, że nowe meble/ubrania kończą się dość szybko.
Ocena końcowa – 7.5/10
Czy polecam? Tak, ale z zastrzeżeniami. To nie rewolucja, ale przytulne, nastrojowe narzędzie, które może pomóc w codziennym skupieniu. A te duchy… no cóż, właśnie wydałem ostatnie bilety na różową wersję swojego ulubieńca. Warto? Dla mnie – tak.