Nieczęsto trafiam na grę, która od pierwszego uruchomienia daje poczucie, że powstała z pasji i widać w niej mnóstwo włożonej pracy. Miałem tak na przykład z Hades-em czy Inside. I podobnie jest z Songs of Silence. Już od pierwszych minut wciągnął mnie świat pełen klimatu, wyrazistych bohaterów i unikalnej mechaniki. To połączenie strategii z elementami auto battlera okazało się zaskakująco satysfakcjonujące, a wizualny przepych tylko podkreślał tę wyjątkowość.
Kampania

Spędziłem z grą kilka dni, przechodząc jej kampanię, która, choć można ją nazwać długim samouczkiem, była niezwykle angażująca. Historia Lorelai, królowej próbującej ocalić swój lud przed mrokiem, okazała się znacznie bardziej wciągająca, niż początkowo zakładałem. Świetne aktorstwo głosowe, zwłaszcza w wykonaniu Ashleigh Haddad, nadawało bohaterom głębi, jakiej czasem brakuje nawet w grach AAA. Lorelai potrafiła w jednym dialogu wyrazić całą gamę emocji, co sprawiało, że jej losy naprawdę mnie obchodziły.
Mimo dość klasycznej fabuły, interakcje z napotykanymi postaciami – zarówno przyjaznymi, jak i wrogimi – były na tyle ciekawe, że chciałem poznawać więcej świata i jego historii.
Strategia

Rozgrywka łączy zarządzanie armią, zasobami i taktyczne bitwy. Szczególną rolę odgrywa system kart, które odpowiadają za umiejętności, wzmocnienia i ataki. Choć z początku skojarzyły mi się z grami karcianymi, szybko zrozumiałem, że działają one bardziej jak zdolności w Total War. Klikasz, używasz i czekasz na odnowienie – prostota, która działa idealnie w dynamicznych starciach.
Formowanie jednostek na siatce jest kluczowe – to właśnie tu ujawnia się największa głębia strategiczna. Jednostki mają swoje mocne i słabe strony, a odpowiednie ich rozmieszczenie często decyduje o wygranej. Na przykład łucznicy potrafią roznieść określonych wrogów, jeśli zostaną właściwie ustawieni.
Mocne i słabe strony

Największą siłą gry jest jej design i grafika – od projektu postaci po efekty na polu bitwy. Wszystko wygląda fantastycznie i jest przepełnione szczegółami. Do tego dochodzi świetna muzyka, która podkreśla klimat każdej chwili – od spokojnych momentów po intensywne starcia.
Mechanika kart i progresji również robi wrażenie. Zdobywanie nowych umiejętności czy ulepszanie istniejących daje sporo satysfakcji. Problem pojawia się jednak przy zarządzaniu zasobami – system ten jest czasem zbyt prosty, przez co brak surowców potrafi być frustrujący, a nie angażujący.
Songs of Silence vs inne strategie
W porównaniu do gier takich jak Total War, Songs of Silence wydaje się bardziej przystępne i pozbawione zbędnego „nadmuchania”. Kampanie w TW zawsze mnie przytłaczały swoją długością i monotonią – tutaj tego nie ma. Gra przypomina mi też Heroes of Might and Magic, ale jest bardziej wymagająca na starcie, choć nie tak złożona jak Dominions.
Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Jeśli szukasz gry strategicznej z unikalną mechaniką i piękną oprawą audiowizualną, Songs of Silence to tytuł, który warto sprawdzić. Choć niepozbawiona wad, jest to produkcja, którą z czystym sumieniem mogę polecić fanom gatunku.