The Stone of Madness – czy warto zwariować w tym klasztorze?

Mikołaj Czerwiński
3 minut czytania

Gry skradankowe to dla mnie szczególna nisza – wymagają cierpliwości, planowania i satysfakcjonują swoją precyzją. Kiedy dowiedziałem się o The Stone of Madness, natychmiast przykuło to mojej uwagi. XVIII-wieczny hiszpański klasztor zamieniony w szpital psychiatryczny, grupa bohaterów o unikalnych zdolnościach i szaleństwo jako integralna mechanika rozgrywki – brzmiało to jak przepis na skradankowy hit. Czy gra spełniła moje oczekiwania? Cóż, powiedzmy, że nie do końca.

Gotowi na ucieczkę?

Gramy jako pięciu bohaterów – każdy z nich ma swoje demony, fobie i zdolności, które trzeba odpowiednio wykorzystać. Eduardo może przesuwać ciężkie przedmioty, ale boi się ciemności. Amelia przeciska się przez wąskie szczeliny, lecz paraliżuje ją widok gargulców. Leonora to jedyna, która może eliminować strażników, ale każde zabójstwo podnosi alarm. Ojciec Alfredo może neutralizować fobie innych, a Agnes leczy negatywne efekty psychiczne. Brzmi ciekawie? Na papierze – tak. W praktyce – nie do końca.

Szaleństwo, które frustruje

Największym problemem gry jest jej top-downowa kamera. Jest ona zdecydowanie zbyt ograniczona, co oznacza, że często byłem zauważany przez strażników, których nie było widać na ekranie. Brakuje też możliwości cofnięcia się do poprzedniego zapisu – gra automatycznie zapisuje stan pod koniec każdego dnia, co sprawia, że błędne decyzje mają nieodwracalne konsekwencje.

Frustrację pogłębia dynamiczny poziom alarmu. Im więcej razy ktoś zostanie zauważony, tym więcej strażników pojawia się na mapie. A do tego dochodzą pułapki, jak np. niedorzecznie umieszczone potrzaski, których nie da się rozbroić. Musiałem poświęcić Eduardo, by wpadał w nie celowo, co nie miało wiele wspólnego z taktycznym planowaniem.

Niepowtarzalny klimat i kilka światełek w tunelu

Mimo frustracji muszę przyznać, że atmosfera w grze jest niesamowita. Ręcznie rysowana grafika nadaje grze unikalny wygląd, a całość przypomina mroczne ilustracje z dawnych ksiąg. Monastyr jest przerażający, a historie bohaterów stopniowo odsłaniają mroczne tajemnice. Gdyby tylko gameplay dorównywał temu klimatowi!

Mechanika szaleństwa, mimo że bywa frustrująca, jest ciekawym pomysłem – każda postać ma swój wskaźnik psychiki, a jego wyczerpanie powoduje trwałe negatywne skutki. Niestety balans sprawia, że zarządzanie tym aspektem często przypomina bardziej karę niż strategiczne wyzwanie.

Podsumowanie – kamień, który cię przygniecie

The Stone of Madness to gra, która mogła być perełką dla fanów skradanek i taktycznych strategii. Klimat i historia są wyjątkowe, ale gameplay jest frustrujący, a braki w zapisie stanu gry tylko pogarszają sytuację. Nie jest to tytuł dla każdego – wymaga ogromnej cierpliwości, a niekiedy większej determinacji niż satysfakcji.

Plusy:

  • Unikalna, ręcznie rysowana grafika
  • Klimatyczna historia i lokacja
  • Ciekawy pomysł z mechaniką szaleństwa

Minusy:

  • Ograniczona kamera, która często utrudnia rozgrywkę
  • Brak możliwości cofania zapisów
  • Dynamiczny system alarmu może prowadzić do sytuacji bez wyjścia
  • Frustrujące pułapki, których nie da się obejść

Czy poleciłbym tę grę? Przede wszystkim fanom taktycznych skradanek, którzy lubią wyzwania. Pozostałym polecam poczekać na ewentualne poprawki lub inne tytuły, które mniej karzą gracza za każdy błąd.

Podziel się tym artykułem
Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *