Gra The Spirit of the Samurai byłaby świetnym filmem

Mikołaj Czerwiński
4 minut czytania

Jeśli myślisz, że The Spirit of the Samurai to kolejny klon Dark Souls, to po części masz rację. Twórcy faktycznie inspirują się soulslike’ami, ale zamiast błądzić po otwartym świecie, prowadzą nas za rękę przez w pełni liniowe lokacje. Do tego dorzucają trochę skradania i walki w japońskim klimacie. Brzmi dziwnie? Trochę tak. Czy to działa? Cóż, zależy.

Miecze, mgła i mrok feudalnej Japonii

Pierwsze chwile w The Spirit of the Samurai to prawdziwa uczta dla oczu. Mgła snująca się między drzewami, opuszczone wioski i demoniczne krzyki gdzieś w oddali tworzą klimat, który wciąga od razu. Wygląda to jak gotowy materiał na film Kurosawy, tylko z domieszką horroru. Lokacje nie należą do przesadnie rozległych, ale są piekielnie dobrze zaprojektowane, aż chce się je powoli eksplorować.

Cutscenki? Kapitalne. Twórcy zadbali o autentyczne japońskie głosy, a sceny dialogowe wyglądają jak z wysokobudżetowej animacji. Co więcej, gra nie boi się brutalności – trup ściele się gęsto, a walka jest krwawa i satysfakcjonująca.

Walka – ucz się albo giń

System walki to zdecydowanie najmocniejszy punkt programu. Takeshi, nasz główny bohater, włada kataną i łukiem, ale nie ma tu miejsca na bezmyślne machanie mieczem. Kluczowa jest precyzja, wyczucie czasu i parowanie. Mechanika blokowania ciosów działa świetnie, a udane kontrataki są widowiskowe i satysfakcjonujące.

Nie obyło się jednak bez zgrzytów. Choć z czasem odblokowujemy nowe umiejętności i kombinacje, to w praktyce wystarczy kilka sprawdzonych ruchów, żeby przetrwać większość starć. Trochę szkoda zmarnowanego potencjału, bo gra aż prosi się o bardziej złożony system.

Bossowie? Z jednej strony wyglądają fantastycznie – jakby wyrwani z japońskich legend. Z drugiej… ich walki bywają chaotyczne lub, co gorsza, banalne. Brak tu spektakularnych pojedynków, które zapadłyby w pamięć.

Nie tylko samuraj – duchy i koty na dokładkę

Oprócz Takeshiego przyjdzie nam wcielić się w ducha Kodamy oraz kota. Kodama to ciekawy, magiczny dodatek, ale walka nim przypomina nieco osłabioną wersję samuraja. Prawdziwym zaskoczeniem są natomiast sekcje skradankowe z kotem. Przemykanie między patrolującymi wrogami to świetne urozmaicenie, choć jeden błąd oznacza powtórkę i cała zabawa pryska jak bańka mydlana.

Problem z liniowością i… zawartością?

Jeśli ktoś liczył na metroidvanię, to się rozczaruje. The Spirit of the Samurai to gra całkowicie liniowa. Eksploracja sprowadza się do odnalezienia kilku ukrytych strzał lub mikstur, a dodatkowe ścieżki praktycznie nie istnieją. Wielka szkoda, bo aż prosiło się o kilka ukrytych zbroi, broni czy dodatkowych sekretów.

Na koniec warto wspomnieć o technicznych problemach. Kilka razy zdarzyło się, że utknąłem w terenie i musiałem restartować grę. Niby drobiazg, ale irytujący.

Czy warto?

The Spirit of the Samurai to gra pełna kontrastów. Z jednej strony wciągający klimat, świetna walka i genialne przedstawienie feudalnej Japonii. Z drugiej – liniowość, niewykorzystany potencjał mechanik i przeciętni bossowie. Mimo tych wad bawiłem się dobrze, choć czuję lekki niedosyt. Jeśli szukasz soulslike’a, który stawia bardziej na klimat niż na rozbudowaną mechanikę, to warto dać tej grze szansę. Ale pamiętaj – to nie jest produkcja na miarę Sekiro.

Podziel się tym artykułem
Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *