Od pierwszych chwil w aktualizacji 1.1 czułem, że Stunlock Studios naprawdę wsłuchało się w głos społeczności. Oakveil Woodlands to nie tylko kolejny biom – to mroczna, gęsta od atmosfery lokacja, która idealnie wpisuje się w gotycki klimat V Rising. Nowi bossowie, tacy jak Megara the Serpent Queen czy Dantos the Forgebinder, prezentują się znakomicie, zarówno pod względem wizualnym, jak i mechanik walki. Problem w tym, że po ich pokonaniu, znów zostajemy z pytaniem: „Co dalej?”. Bo choć sam moment starcia jest ekscytujący, to brakuje nam celu, który utrzymałby nas w grze na dłużej.
Zamkowe rewolucje – wygoda przede wszystkim

Jednym z największych udoskonaleń w tej aktualizacji są zmiany związane z zarządzaniem zamkiem. Treasury to absolutny game-changer – możliwość automatycznego pobierania surowców z wszystkich skrzyń w obrębie terytorium to coś, o czym marzyłem od premiery. Redistribution Engine również zasługuje na pochwałę, choć przyznam, że początkowo miałem wątpliwości, czy to nie zbyt duże ułatwienie. Okazało się jednak, że to po prostu inteligentne uproszczenie, które nie odbiera frajdy z gry, a jedynie eliminuje niepotrzebne klikanie. Stajnie w końcu dają nam kontrolę nad końmi, a wprowadzenie stałego karmienia to mały, ale znaczący detal, który poprawia komfort rozgrywki.
PvP – wciąż bolesny, ale czy konieczny?

Niestety, nie wszystkie zmiany są tak udane. System oblężeń wciąż pozostaje najsłabszym ogniwem V Rising. Pomimo wprowadzenia Dueling Bannerów i Areny, które teoretycznie mają urozmaicić walki między graczami, większość społeczności woli unikać PvP. Powód? Zbyt wysokie stawki. Przegrana w oblężeniu często oznacza utratę godzin pracy, a to zniechęca nawet najbardziej zapalonych graczy. W moim przypadku skończyło się na tym, że po kilku nieudanych próbach porzuciłem serwer PvP i przeniosłem się na PvE. Szkoda, bo potencjał jest ogromny – gdyby oblężenia były mniej brutalne (np. poprzez ograniczenie strat do części zasobów), mogłyby stać się naprawdę ekscytującym elementem gry.
Broń, krew i magia – nowe możliwości, stare problemy

Rewolucja w systemie atrybutów i krwi to krok w dobrą stronę. Nowy typ krwi, Corrupted, wprowadza ciekawy element ryzyka, a zmiany w pasywnych umiejętnościach sprawiają, że budowanie postaci stało się bardziej intuicyjne. Niestety, nie wszystkie zmiany są równie udane. Miniony, które powinny być kluczowym elementem buildów opartych na nieumarłych, wciąż są zbyt słabe – ich czas życia ograniczony do 7 sekund sprawia, że summonowanie ich często po prostu się nie opłaca. Podobnie rzecz się ma z niektórymi broniami – szpony i sztylety to świeży powiew, ale osłabienie wielkiego miecza i włóczni wydaje się niepotrzebne.
Czy warto wrócić?
V Rising 1.1 to solidny update, który wprowadza wiele usprawnień i nowości, ale wciąż nie rozwiązuje największego problemu gry – braku end-game’u. Nowy biom i bossowie to świetna rozrywka, ale po ich pokonaniu znów zostajemy z pustką. Jeśli szukacie gry na kilka wieczorów, to jak najbardziej – warto. Jeśli jednak oczekujecie głębi, która zatrzyma was na dłużej, musicie uzbroić się w cierpliwość. Mimo wszystko, wierzę w przyszłość V Rising – potencjał jest ogromny, a Stunlock Studios pokazało, że potrafi słuchać społeczności. Teraz tylko czekam na kolejne aktualizacje, które (mam nadzieję) wypełnią tę pustkę.