Czy SWAT Commander ma szansę dorównać Ready or Not? Recenzja

Albert Wójcik
4 minut czytania

Kiedy słyszę o kolejnym „taktycznym shooterze” w stylu SWAT, zazwyczaj unoszę brwi i zakładam, że to będzie kolejna kopia Ready or Not. Ale SWAT Commander zaskoczył mnie mocniej, niż się spodziewałem. To gra, która nie ma budżetu AAA, nie ma też wielkiej otoczki marketingowej, a jednak po kilku dniach z nią spędzonych złapałem się na tym, że bawię się… lepiej niż w RoN.

Czy SWAT Commander to najlepszy wybór dla fanów SWAT?

Na start jest prosto. Menu główne, briefing, wybór misji – żadnych hubów ani biegania po koszarach. Brzmi skromnie, ale działa. W praktyce liczy się to, co dzieje się w terenie. A tutaj dzieje się sporo. Każda misja ma różne warianty: raz ratuję zakładników, innym razem rozbrajam bombę albo czyszczę magazyn pełen uzbrojonych typów. Lokacje są niby te same, ale cele i rozstawienie przeciwników zmieniają się, więc replayability jest naprawdę spore.

Najbardziej zaskoczył mnie AI. Przy takich grach to zawsze ruletka – jeśli boty są tępe, cała imersja się sypie. Tutaj przeciwnicy potrafią wystrzelać cię przez krzaki, których sam nawet nie widzisz. Trochę to frustruje, ale też wymusza ostrożność. Z kolei koledzy ze składu reagują lepiej, niż bym przypuszczał. Mogę podzielić drużynę na grupy, wysłać dwójkę do oskrzydlenia, a resztą wejść głównym wejściem. To działa i daje satysfakcję. Oczywiście czasem AI przytnie się na schodach albo zgubi za rogiem, ale w porównaniu do chaosu z Ready or Not jest zaskakująco sprawnie.

SWAT Commander: tańsza alternatywa dla Ready or Not?

Jeśli chodzi o sprzęt – tutaj twórcy zrobili robotę. Każdy członek drużyny może mieć inne wyposażenie: taran, C2, strzykawkę, wytrych. W praktyce to wymusza planowanie, a nie tylko branie „czegokolwiek”. Jasne, część elementów jest póki co mało przydatna (np. kamery zakładane na ścianę), ale baza jest solidna. Do tego broń można modyfikować, dodać laser, grip, zmienić optykę. I tak, flashbang tutaj wygląda obłędnie – jeden z najlepszych efektów, jakie widziałem w shooterze.

Mapa to drugi mocny punkt. Są rozsądnych rozmiarów, nie przytłaczają, ale jednocześnie dają pole do kombinowania. Każda ma punkty do zbadania, schowane dowody, różne bariery. No i zawsze mamy wsparcie snajperskie na zewnątrz, co dodaje poczucia, że jesteśmy częścią większej operacji.

Nie obyło się jednak bez baboli. Animacja wytrychu to koszmar – trzymasz przycisk, patrzysz na pasek postępu i… tyle. Do tego dochodzą drobiazgi typu spamowanie F przy zbieraniu dowodów. Bywa też, że gra potrafi się zadławić na większej mapie – co dziwne, obniżenie ustawień graficznych czasem jeszcze pogarszało sytuację.

Czy to najlepszy taktyczny shooter 2025? SWAT Commander

Ale wiesz co? Wczesny dostęp, połowa ceny Ready or Not, a bugów mniej. Ani razu nie trafiłem na coś, co psuło mi misję. To już coś.

Po kilku dniach spędzonych z SWAT Commander czuję, że znalazłem coś na styku „hardkorowej symulacji” i „gry, w którą mogę wskoczyć po pracy na godzinę”. RoN męczy powagą, długimi przygotowaniami i toną bugów. Tutaj tempo jest szybsze, misje bardziej zwarte, a satysfakcja – równie duża.

Plusy? Rozsądna cena, sprawne AI, masa opcji taktycznych, dobre mapy i klimat operacji SWAT.
Minusy? Bugi na schodach, słaby system wytrychów, trochę podziurawiona optymalizacja i nie do końca wykorzystane gadżety.

Czy poleciłbym? Tak. Jeśli masz ekipę – w ogóle się nie zastanawiaj. Jeśli grasz solo – i tak warto, bo sterowanie drużyną działa lepiej niż myślisz. Może to nie jest jeszcze gra lepsza od Ready or Not, ale wcale nie musi być. To po prostu fajna, dająca frajdę gra taktyczna, która wciąga i daje poczucie, że dowodzisz prawdziwą jednostką SWAT.

Podziel się tym artykułem
Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *