Neon Abyss 2 od Vewoo Games to kontynuacja kolorowego, pikselowego chaosu z domieszką mitologii, techno-kiczu i roguelike’owej nieprzewidywalności. Dla niezorientowanych: to side-scroller, run ’n’ gun, platformówka, gdzie każda śmierć oznacza nowe rozdanie, a każda broń może strzelać bananami, laserami lub… czymś, co przypomina chmurkę z prądem. Brzmi absurdalnie? Jest. Ale to bardzo dobrze.
W trybie solo: znów wpadłem do Otchłani

Jako fan jedynki (mam ją na Switchu, przejście zrobione czterokrotnie), poczułem się jak w domu. Neon Abyss 2 oferuje znajomą strukturę pięciu poziomów, bossów stylizowanych na social media i masę przedmiotów, które zmieniają rozgrywkę. Już po pierwszej godzinie miałem na sobie zbroję z emoji, ognistego Hatchimona i karabin strzelający zielonym jadem. Klasyka.
Nowością jest system „faith” – coś w rodzaju drzewa umiejętności, które rozwija się z każdą grą. Początkowo mało znaczące, ale po kilku sesjach zaczęło mi dawać realny wpływ na styl gry. Problem? Trzeba wytrwać do tego momentu. Nowi gracze mogą odpaść, zanim dotrą do bardziej „kontrolowalnego” etapu.
W trybie duo: Kieran, oddaj mi ten artefakt!

Największą zmianą jest jednak tryb co-op dla maksymalnie czterech graczy. Grałem z Kieranem – człowiekiem, który ma instynkt chomika i zbiera wszystko, zanim zdążysz powiedzieć „loot”. Neon Abyss 2 dzieli kredyty, ale nie zdrowie, więc każda współpraca szybko zmienia się w taktyczne kłótnie typu „daj mi apteczkę, bo ty masz trzy tarcze!”.
Trzeba przyznać – działa to dobrze. Brak gumkowania graczy (czyli ciągnięcia ich za ekran) pozwala każdemu eksplorować na własną rękę. Jedyny minus? Budowanie postaci w co-opie jest trochę chaotyczne. W pojedynkę masz więcej kontroli nad buildem, a w duecie – czasem po prostu bierzesz to, co zostało.
Szpej, Hatchimony i… bossowie z TikToka

Z broni najlepiej wspominam różdżkę z piorunami i elektryczną chmurką, która raziła wszystko w zasięgu. Świetne uczucie. Gorzej z broniami białymi – mimo że dodano ich więcej niż w jedynce, większość była nijaka. A kiedy trafiłem na broń, która strzelała samonaprowadzającymi laserami i jednocześnie zostawiała za sobą ognistą smugę… cóż, czułem się jak jednoosobowa apokalipsa.
Hatchimony wracają, ale teraz trzeba je łączyć, żeby coś znaczyły. Z jednej strony – fajny system, z drugiej – mniej satysfakcjonujący niż kiedyś. A bossowie? Tu jest moc. Pojawiają się nowe typy ataków i ciekawe animacje. Walczyłem z bogiem pachinko i influencerem, który rzucał hasztagami – było śmiesznie i wymagająco.
Zgrzyty i nadzieje

Nie wszystko jednak działa. Styl artystyczny postaci? Wygląda, jakby AI zrobiło go na kolanie. W kontraście do świetnej pikselowej reszty wypada to dziwnie i… bez duszy. Brakuje też indywidualnych śladów postępu dla postaci – coś, co było nawet w jedynce. Dla fana roguelike’ów to duży minus. Chcesz czuć, że każda postać to osobna ścieżka, nie tylko inna skórka.
Podsumowanie: Neon w oczach, ale potencjał w sercu
Po kilku dniach z Neon Abyss 2 jestem zadowolony, ale czuję lekki niedosyt. To nadal świetna gra z chaosem, humorem i ciekawymi systemami. Co-op wciąga, ale wymaga dopracowania. Solo działa lepiej – przynajmniej teraz. Brakuje większej różnorodności przeciwników, kilku oczywistych funkcji i szlifu graficznego.
Ale… to Early Access. I jak na Early Access – jest bardzo dobrze.
Czy polecam? Tak, ale z zastrzeżeniem: jeśli lubisz roguelite’y, umiesz zaakceptować RNG i chcesz wspólnie z grą dojrzewać – śmiało. Jeśli szukasz gotowego produktu – poczekaj na premierę. A ja? Czekam na więcej bananów, więcej bossów i mniej Kierana kradnącego moje kredyty.